poniedziałek, 27 września 2010
Gucio
Długo nie mogłam się zebrać, żeby o tym napisać, ale nadszedł już chyba na to czas. Dzień przed wyjazdem na wakacje, musiałyśmy z mamą uśpić Gustawa. Może ktoś jeszcze pamięta mojego ukochanego kocura, który został z moją mamą i Juniorkiem. Niewydolność nerek, jak u Jasia.
czwartek, 02 września 2010
o tym i o owym
I po wakacjach. Wychodzi na to, że piszę jedynie w jakiś mniej lub bardziej przełomowych momentach w życiu;) Ale wpadam do Was znacznie częściej, żeby nie było! Ela z jednej strony wpadła w euforię z powodu odzyskania ukochanej opiekunki a z drugiej odreagowuje moją nieobecność i dostaje mi się za swoje po powrocie. Mam nadzieję, że za parę dni jej przejdzie. Za to od pewnego czasu mieszkamy znowu sami a Babcia wróciła do siebie. A Barcelona jest piękna i zamierzam tam jeszcze wrócić. Lot w obie strony był niezły, dziecko jakby stworzone do latania. Fala upałów akurat skończyła się wraz z naszym przybyciem i powróciła dopiero w dniu wyjazdu:) Pogoda była prawie idealna choć i tak dała nam nieco w kość. Tak jak wnoszenie i znoszenie wózka na wysokie piąte piętro...Dobrze, że w ostatniej chwili zostawiliśmy naszą nieocenioną Emmaljungę i zabraliśmy ze sobą o wiele lżejszą spacerówkę. To nam, zdaje się, uratowało życie;) Zobaczyliśmy ile się da, ale głównie z zewnątrz. Postawiliśmy na to, co mogło Młodą zainteresować. I chyba udało się nam naszego bezdzietnego kumpla nie zniechęcić kompletnie do dzieci:) Ela wykazała się wyjątkowym wyczuciem i jeśli urządzała jazdy to pod jego nieobecność;)
poniedziałek, 05 lipca 2010
Wreszcie wakacje. Co prawda trwają dla mnie już tydzień, ale jakoś czasu brakło, żeby cokolwiek napisać. Elka organizuje mi czas aż za dokładnie;) a i w pracy sobie przypomnieli o Bardzo Ważnych Sprawach do Załatwienia na dzień przed oficjalnym zakończeniem roku. Bywa. Fala upałów w Trójmieście daje nam popalić i przy okazji uświadamia mi, co będzie na naszym wyjeździe. Tadam...do Barcelony! Mieliśmy grzecznie spędzić urlop na Kaszubach a tu okazja sama wpadła nam w ręce. Kumpel pojechał w półroczną delegację do tego pięknego miasta i zaoferował nocleg. No jak tu nie skorzystać? Tylko te upały mnie przerażają. I przeraża mnie jeszcze, że wyniki wyborów mogłyby się zmienić...
sobota, 08 maja 2010
Znaki życia na blogu daję:) Bo tak jakoś u nas po staremu. Tylko Elka rośnie, no i może ja nieco - w szerz. Niebawem łatwiej będzie mnie przeskoczyć niż obejść. Martwi mnie to przeokrutnie a jednocześnie atmosfera w domu sprawia, żem w stresie. A Słonecznik w stresie je. Kompulsywnie. Źródłem stresu a jakże - Babcia. Dlaczego, do diaska, moja przeurocza Babcia stała się tak mało uroczą staruszką. Wiecznie podejrzliwą, obrażoną. Ostatnio pobiła wszelkie rekordy. Jej się wydaje, że powiedzieć można wszystko. Byleby dopiec tu i teraz. Kiedyś taka nie była. Pojechaliśmy z Bono do weta. Wieczorem. Elka została z babcią - moją teściową. Jak wróciliśmy Babcia już spała.W nocy się obudziła i wdreptała do naszej sypialni jak pieprzona Święta Inkwizycja w koszuli nocnej i stwierdziła ze złością - PIĘKNIE. I wyszła. Jak się poszłam poinformować o co chodzi to się dowiedziałam, że dziecko z sąsiadką zostawiam (kurde, nieco w tym prawdy - w końcu jesteśmy z teściami sąsiadami;)) i że jestem podłą matką i dzieci mieć nie powinnam bo pies dla mnie ważniejszy. Czy ja jestem nienormalna, że uważam że ani wiek ani stopnień pokrewieństwa nie uprawnia jej do mówienia takich rzeczy?
piątek, 09 kwietnia 2010
Bono
Bono. Mieszaniec boksera (podobno). Ze schroniska w Dąbrówce koło Wejherowa. Około roczny. Nasz. Elka zakochana bardziej niż w mamusi i tatusiu razem wziętych. On w niej też. I w nas i w kocie. Przeuroczy i szalony. Najlepsza niania na świecie. Córka bawi się teraz tylko z nim, jego zabawkami (jej zabawki też są jego), leży na jego legowisku i od biedy bawi się ukochanym wózkiem dla lalek (hicior od zajączka). Jakby mogła to by to połączyła i powoziła pieska w wózku. Ale na szczęście Bono gabarytowo tam nie pasuje. Od wtorku pełnia szczęścia. Radość tylko psuje kolejne zapalenie uszu. W Wielką Sobotę zaliczyliśmy laryngologa w szpitalu. Wiadomo - dzieci chorują w święta, weekendy i długie weekendy:)
poniedziałek, 29 marca 2010
Żyję, tylko już rady nie daję. Ela absorbująca do granic. W pracy kocioł. W mojej głowie kocioł i kociokwik. I mieszka z nami moja babcia, zamieniona z przemiłej staruszki w obrażonego na cały świat, marudnego i wiecznie nieszczęśliwego potworka. Nie daję rady z jej fochami, urojeniami i mega głuchotą, która powoduje, że albo nie gadam z nią albo ryczę na cały regulator. Ja wszystko rozumiem - że starość, że starych drzew się nie przesadza i babcia bardzo chciałaby być niezależna i mieszkać u siebie. Wiem, ale i tak mnie to dobija. Że namawia mnie, żebym nie szła z małą na spacer bo już była z nianią i ona znów będzie sama w domu siedzieć. I tym podobne smaczki. W dodatku mam w piersiach dwie torbiele. Chyba torbiele, lekarka nie była na stówę pewna. Więc i wizje też mam. Chyba zrobię biopsję bo 3 miesięcy nie wytrzymam do kolejnej kontroli. A nasz kot ma najprawdopodobniej niewydolność nerek. Okaże się w ciągu najbliższych dni. Ukochany kot męża. Straciliśmy psa, kot nie wiadomo czy się wyliże. My to my, ale martwię się o Elę. Z Sabą była bardzo związana, za kotem też przepada. Teraz na spacerach wszystkie psy są jej, w tv i internecie też. A jak jakiś szczeka za oknem to od niego nie chce odejść i mówi, że tam jest pies. Co będzie jeśli i kota zabraknie. Diabli wiedzą jak to na nią wpłynie a nawet powiedzieć nam o tym nie ma jak. Pieprzona czarna seria.
poniedziałek, 22 lutego 2010
Tydzień po pierwszych urodzinach Ela zrobiła pierwsze samodzielne kroki. Po kilku dniach chodziła już sama. Od środy umie samodzielnie wstać z podłogi i nie potrzebuje do tego mebli. Padam ze zmęczenia. Do tego przechodzimy kolejną fazę "mamusia jest najlepsza na świecie". Wygląda to mniej więcej tak - mamusiu pójdę z tobą nawet siku (przy okazji zrobię demolkę w łazience); jeśli wsadzisz mnie do kojca będę szlochać; jeśli ruszysz się z kanapy/podłogi/krzesła pójdę za tobą. A zresztą skoro już o tym mowa to może siądę ci na kolanach albo będę stale trzymać za rękę. A przed tatusiem będę się chować. Dobrze, że mam ferie:) Co prawda przed W. się chowa i płacze, ale tylko jak ja jestem w pokoju. Jak wyjdę to po kilku sekundach marudzenia już jest zabawa na całego. Do tego jest miszczynią szlochów w reakcji na zakaz. W sumie nigdy dotąd nie byłam tak zmęczona. Kręgosłup mi nawala, cierpliwość też czasami. Kryzys, że tak powiem. A parę dni temu mieliśmy rocznicę, której nawet nie mogliśmy uczcić jakimś wyjściem bo Młoda strzelała fochy i nie chciała spać. A następnego dnia focha strzelili teściowie i ni z gruszki ni z pietruszki stwierdzili, że z nią nie posiedzą. Więc focha strzeliłam i ja. Choć tak po prawdzie to pierwszy raz nam odmówili. Tylko dlaczego akurat wtedy?
niedziela, 14 lutego 2010
niech ktoś odczyni zły urok. proszę.
Dzisiaj odeszła Saba. Sama nie wiem, co się stało. Od około tygodnia leczyliśmy ją na stawy. Źle znosiła leki, miała problemy z wątrobą. Przy okazji rtg pojawiło się podejrzenie raka kości lub osteoporozy. Na początku obraz wygląda podobnie. Dziś cały dzień ledwie żyła, ale rano wet nie sugerował wcale najgorszego. Przypuszczam, że serce jej nie wytrzymało. I była ogólnie schorowana. Pocieszam się, że przeżyła u nas trzy dobre lata. Normalne. Choć nie wiem czy ostatni rok zaliczyłaby do dobrych;) Rok z Elą był dla niej trudny. Musiała się swoją pańcią dzielić. A właściwie to młoda zgarniała większość uwagi. I teraz też nie jest mi z tym najlepiej. To jakaś fatalna passa dla nas. W Dzień Babci moja babcia wylądowała w szpitalu z obustronnym zapaleniem płuc. Do tej pory sprawna umysłowo zaczęła nagle mieć urojenia i kompletnie oderwała się od tu i teraz. Na szczęście wyszła i z choroby i wróciła jej sprawność umysłu. Mąż od 2 tygodni ma zapalenie oskrzeli i ciągle nie może wydobrzeć. A w zeszłą niedzielę zmarła moja koleżanka z pracy. Najprawdopodobniej zabił ją mąż. I popełnił nieudane samobójstwo. Mają córkę.
sobota, 30 stycznia 2010
rok temu...
Dokładnie rok temu o 12:45 nasze życie przewróciło się do góry nogami i tak zostało. I tak jest dobrze. Lepiej niż wtedy mogłam sobie wyobrazić. Ela dzisiaj obchodzi urodziny. Nie wiem kiedy to zleciało.Mam fajne dziecko. Co prawda nie wiem skąd ona te geny małego adehadowca wytrzasnęła, ale i tak jest świetnie. Tylko ledwie nadążamy;) Raczkuje biegiem, stoi bez trzymanki i wyzywająco patrzy czy widzimy. I kombinuje jak by tu samej chodzić. Na razie chodzi za rękę, ale nogi aż się jej do wolności wyrywają. Wszystko rozumie, gada raczej po swojemu. Pięknie potrafi się samej bawić. Jest bardzo kontaktowa. Lubi ludzi.Wie, czego chce. Czasem aż za dobrze.I zrobiła się strasznie całuśna i przytulacka. Nie wiedziałam, że można kogoś tak bardzo kochać.
piątek, 01 stycznia 2010
noworocznie
No i mamy nowy rok. Rok w którym Młoda skończy rok a my, lepiej nie mówić ile;) Ciekawe jaki będzie. Na pewno pełen zmian jak nasze życie od czasu pojawienia się Eli. Poprzedni był dobry, nawet bardzo. Spełniły się w końcu moje marzenia. Inna sprawa, że dziwnym trafem, praca okazała się mniej satysfakcjonująca niż do tej pory. Ale wiem, że to po prostu zmiana perspektywy i priorytetów. A może nastał również czas na zmianę miejsca pracy. Coraz częściej myślę, że jak córka pójdzie do przedszkola to poszukam czegoś innego. Kłopot jest taki, że wszędzie indziej będę miała więcej godzin w etacie. Ale męczy mnie papierologia, to że naszej pracy się nie szanuje, że dostajemy w dupę z każdej strony. I nie mam ochoty pracować 4 godzin społecznie. Jest to dla mnie kwestia do przemyślenia w najbliższym czasie.
wtorek, 22 grudnia 2009
niedziela, 13 grudnia 2009
Młoda wstaje, stoi i, o zgrozo, próbuje stać bez trzymanki. Znaczy się ja mam ją trzymać za jedną rękę, starając się jej nie wyrwać a młodzież chce się bawić. Zabawkami leżącymi na podłodze. Na stojąco. Oklaski... Do tej pory ja dzielnie budowałam wieże - nawet nie zachęcałam jej do tego bo wiem, że na razie jest etap burzenia. Bardzo silna potrzeba;) A tu leżę sobie wczoraj na glebie z młodą, staram się nie przysnąć. Zapadła podejrzana cisza więc otworzyłam jedno oko i patrzę. Ela układa piramidkę (umie od dawna ale zawsze zachęcana, podawałam jej kółka a teraz sama!). Po chwili porzuciła piramidkę a ja otworzyłam drugie oko. Szeroko. Mój geniusz zabrał się za budowanie wieży z 3 klocków. Aplauz, oklaski, okrzyki i całusy zachęciły ją do ponowienia wysiłków. I tak od wczoraj to jej ulubiona zabawa:)
wtorek, 08 grudnia 2009
Eli lepiej, choć nie całkiem. Przeszło na mnie. Od dawna podejrzewałam, że zajmowanie się małym dzieckiem podczas choroby jest trudne. Dziś dowiedziałam się jak bardzo:) Siekło mnie okropnie i w dodatku cały dzień łeb nie powiem co robił. A córcia lubi sobie poćwiczyć płuca w gromkich zabawowych okrzykach. I rykach złości - przechodzimy fazę próby tego, ile można zyskać rycząc ze złości, wykrzywiając gębusie i odmalowując na niej taką megazłość, że poraża. I nie mówię o marudzeniu, złym samopoczuciu tylko próbach manipulowania. Rośnie nam dziewczyna z charakterem. I temperamentem zgoła nie po mamusi. Ja taka lebiega flegmatyczna przez całe życie. Za to Elcia bardzo temperamentna i żywiołowa. Jakieś geny przodków się odezwały najwyraźniej.
czwartek, 03 grudnia 2009
Dupa a nie trzydniówka. Zapalenie obu uszu i gardła. Dobrze, że coś mnie tknęło i poszłam tym razem na wizytę do naszej pediatrzycy. Niby gorączki niet a dzieć marudny, pokasłuje i jakby katar...Zostanę pracownikiem roku. Tydzień zwolnienia mi się kończy a lekarka zapowiada, że raczej do świąt się w pracy nie pokażę. Trudno, po to Ela ma mamę, żeby się na niej a nie na niani czy dziadkach wyżywać;) I do tego dwa zęby ostro idą. Dzisiejszy dzień to był horror jakich chyba jeszcze nie przeżyliśmy. Bidula sama nie wie czego chce więc i zadowolić ją trudno. I nie je. Płacze. Kaszle do wymiotów prawie. Będzie dobrze. Wkrótce.
wtorek, 01 grudnia 2009
trzydniówka
Pierwsza choroba zaliczona. Oczywiście w weekend. I po raz kolejny podziękowałam szanownemu pracodawcy małża za prywatne ubezpieczenie. Fajnie wezwać lekarza do dziecka a nie tłuc się na pogotowie, żeby złapać dodatkowo jaką zarazę. Dwa razy wezwać dla ścisłości. Więc kąpiele dla ochłodzenia, okłady i podawanie leków zbijających (w teorii) gorączkę mamy przećwiczone. Bezsenne noce i mierzenie temperatury co godzinę też. Podobno trzydniówka. Ale brak wysypki. Nic nie kumam, ale dziś jest lepiej.
|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Ci którzy nie lubią kotów w poprzednim wcieleniu musieli być myszami
Dla uszu i dla oczu;)
Koniecznie
Zamknięte już
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||