Kiedy gaszę światło miękka mysz samotności łazi po kołdrze. Kiedy zapalam słonecznik wybałusza swoje nienormalne oko... Ten opis się nieco zdezaktualizował, ale sentyment nie pozwala go mi skasować. Bloga zaczęłam pisać jako pamiętnik osobisty, który dziwnym trafem przeobraził się w pamiętnik dzieciowy. Więc jest w zasadzie w kółko o tym samym.
wtorek, 21 lipca 2015
Niestety pożegnaliśmy naszą Chomisię, więc początek wakacji był smutny. Postanowiłam jednak pod wpływem próśb dziecka powiększyć naszą brygadę o świnkę morską. I przy okazji spełnić swoje własne marzenia z dzieciństwa:) Mamy więc czekoladowego prosiaka rodem ze stolicy. Powoli się z nami oswaja. Co prawda Męża musiałam namawiać, ale już teraz widać, że serce mu zmiękło i ustawia się w kolejce do głaskania. Świnka pochodzi z zarejestrowanej hodowli - chciałam mieć pewność, że rodzice są niespokrewnieni i może dzięki temu będzie zdrowsza i dłużej  z nami zostanie. Ponieważ była z Warszawy, trzeba było zapewnić jej transport. I tu był problem - nie mogliśmy znaleźć chętnego do jej przewiezienia. Więc Mąż udał się w podróż tam i z powrotem i prosiaka dostarczył. Więc jak ma go nie kochać. No nie da się:)
A ostatniego dnia lipca okaże się czy zostanę nauczycielem dyplomowanym....
wtorek, 30 czerwca 2015
Dom wygląda jak po przejściu tornada, chomik niedomaga a ja mam niemoc ogólną. Ale spoko to tylko koniec roku szkolnego plus dyplomowanie. Choć jak mniemam to akurat na chomika nie wypłynęło. Do tego, dziecko po raz pierwszy bez mamusi (z cholernie grubą pępowiną), pojechało na działkę z babcią.
Korzystając z wolnego czasu - sama nie wiem czemu uznałam, że najpilniejsze jest pranie - wstawiłam trzy pralki (bo w końcu jest słonecznie i ciepło). W sumie chata może być brudna (bo to już nie tylko bałagan), ale do ludzi trzeba w czystych ciuchach;)

To tak w skrócie, będę meldować więcej w te wakacje:)
wtorek, 17 lutego 2015
8 lat temu wzięłam ślub. Różnie bywało, ale jakoś dajemy radę:)
poniedziałek, 16 lutego 2015
Znowu świat rzeczywisty okazał się bardziej absorbujący niż wirtualny:) Ale spokojnie, już jestem.
Ferie, ferie i po feriach. Siedzę w pracy (jestem wcześniej, żeby nie było) i nadrabiam blogowe zaległości. Tak jakoś wcześniej nie było za bardzo kiedy. Przeżyłam i zorganizowałam za to szóste urodziny córki i to trzy razy. Dla rodziny, dla dzieci ze szkoły i dla znajomych spoza szkoły. Kończymy z imprezami! Za to nie mogę powiedzieć, że stęskniłam się za pracą. Nie wiem o co chodzi, ale ten rok szkolny jest jakiś inny. Mniej mam zapału, wiecznie zmęczona. A przecież pracę lubię. Może dobija mnie sama myśl o tym co czeka mnie w związku z dyplomowaniem...Ci co wiedzą o co chodzi, to wiedzą :)
niedziela, 18 stycznia 2015
Powoli wychodzimy na prostą. Córka zdrowa a ja, hmmm...zdaje się, że szykuje mi się kolejny tydzień zwolnienia. Nadal nie nadaję się do pójścia do ludzi. Kaszlę jak gruźlik a do tego chrypię jakbym miała coś dodatkowo z krtanią. Jutro lekarz. W dodatku nie śpię po nocach bo dręczy mnie jakaś bezsenność i kaszel. Wyprowadziłam pracowe papiery na prostą bo już mi nudno siedzieć tak po nocy. I zabrałam się nieśmiało za papiery na dyplomowanie. Może uda się nie zawalić całego kwietnia i maja;)
15:15, sunflower.sunflower , codziennik
Link Komentarze (4) »
piątek, 09 stycznia 2015
Długo milczałam bo córka sprzedała mi wyjątkowo agresywny szczep bakcyli i rozłożyłam się totalnie na dzień przed Sylwestrem. Gorączka przez sześć dni plus kaszel równa się obustronne zapalenie płuc. Już mi odrobinę lepiej choć nadal przejście paru kroków to wysiłek na miarę przebiegnięcia maratonu.Już rozumiem dlaczego ta choroba może być niebezpieczna dla osób słabszych. Generalnie nie chorowałam poważnie od czasu urodzenia córki i być może miarka się przebrała i poszło po całości za te ostatnie prawie sześć lat.

Zaskoczona jestem bardzo negatywnie ludźmi kolejkującymi się u lekarza. Ja rozumiem, że każdy może sobie przyjść i zawracać d...lekarzowi, ale pewne granice zostają przekroczone. Byłam na kontroli w środę i dziś. Pod gabinetem tłum. Większość bez tzw. numerka i chce się wepchnąć. Ja kaszlę wypluwając pluca. Wszystkie staruszki gapią się na mnie jak na trendowatą. I w obu przypadkach padły komentarze, że roznoszę wirusy. I że strach koło mnie siedzieć. To fakt, w tej kolejce byłam tylko ja chora, ale do diabła, w innych przypadkach nie chodzę do lekarza! W środę siedziałam cicho, dziś już nie zdzierżyłam i nawtykałam babciom - nienawistnikom. Aż się sama sobie dziwię bo ja taka spokojna jestem:)
20:36, sunflower.sunflower , codziennik
Link Komentarze (2) »
wtorek, 30 grudnia 2014
Przez święta, pomimo brania antybiotyku, zapalenie płuc rozszerzyło się na oba płuca. Cudownie nam mija wolne, nie powiem. Tyle planów wzięło w łeb i wygląda na to, że już ich nie zrealizujemy. A w dodatku wcale nie pojawię się w pracy 7-go tylko później. Jakaś masakra.
Prowadzimy sobie z córką różne ciekawe rozmowy. Ostatnio przed snem było o tym, że dorośli czasami zakładają rodziny - biorą ślub, mają dzieci a czasami tego nie robią bo nie chcą lub nie mogą. Z perspektywy sześciolatki to jest niepojęte, że ktoś może nie chcieć mieć dzieci. No jak to? Przecież jej planem życiowym jest wychowywać dziecko. Tylko nie rodzić bo to nie jest fajne, ale chciałaby adoptować. Takie, o, przemyślenia. Przy okazji poruszyłam kwestię związków homoseksualnych. I zostało to przyjęte jako coś zupełnie naturalnego. Bo w czym tu szukać sensacji. I pomyślałam sobie, że tak właśnie można wychować tolerancyjne pokolenie. Gdyby każde dziecko dostało taki przekaz. A będzie prawdopodobnie tak, że prędzej czy później dowie się różnych rzeczy od kolegów, niekoniecznie zgodnych z naszym światopoglądem.
poniedziałek, 22 grudnia 2014
No i mamy zapalenie płuc. Przerażające jest to, że do kontroli poszłam dla formalności. Bo niby było lepiej. Trochę niższa temperatura, lepsze samopoczucie. Generalnie mogłabym nie iść a za dwa dni wylądować z Młodą w szpitalu.
15:51, sunflower.sunflower , n-ty raz o dziecku
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 grudnia 2014
Dziecko z prawie 40-toma stopniami gorączki jest uroczo łagodne, miłe, przytulne. Po zbiciu temperatury robi się marudne, nadmierne ruchliwe i pyskate. Rozważamy z Mężem utrzymywanie jej w stanie tak 38,5.
A tak serio to miotam się między sofą, na której w okresach zaostrzenia stanu, wegetuje córka i domaga się, żebym z nią leżała a kuchnią i posiłkami oraz szmatą, mopem i psikaczem do mebli. Bo tak, idą święta. Niechybnym tego sygnałem jest zapach pronto w domu. Meble doznają tego zaszczytu raz do roku...
18:19, sunflower.sunflower , codziennik
Link Komentarze (2) »
czwartek, 18 grudnia 2014
Chyba czekają nas święta pod znakiem choroby. Dziecko tydzień kaszlało, potem jej się na kilka dni poprawiło i dziś gorączka.Tak z zaskoczenia bo myślałam, że wyszłyśmy na prostą. Masa muffinek upieczona na jutrzejszą klasową Wigilię i zonk. Chyba będzie trzeba je mimo wszystko zawieźć. Panie na nie liczą a poza tym jak zjemy 23 ciacha to przytyjemy jeszcze przed świętami:)
Za to Mąż umył dzisiaj 6 okien i 1 balkonowe. Muszę pochwalić! Czasem jednak mnie zaskakuje inicjatywą. I czytnik książek mi kupił na Mikołajki. Chyba nigdy nie dostałam bardziej trafionego prezentu.
18:15, sunflower.sunflower , codziennik
Link Komentarze (2) »
niedziela, 23 listopada 2014
Impreza się udała, nic tylko wysyłać mężów hen i babskie spotkania urządzać. Bo to nie to, że panów mamy do luftu i z nimi też można się spotkać, ale co babskie plotki to babskie plotki. Zresztą który z nich dałby z nami radę na dłuższą metę. Same nauczycielki plus ja. Czyli gwarno bo każda mówi za głośno i tematy związane z pracą. Mimo najszczerszych chęci nie udaje się nam ich unikać. To chyba takie skrzywienie zawodowe. A może czarny humor przeciwdziała wypaleniu zawodowemu;)
A teraz biję się z myślami bo dziecko nadal trochę kaszle i trochę ma katar i nie wiem co z jutrem robić. Generalnie czuję, że jak pójdzie taka niedoleczona to się rozłoży w kilka dni. Z drugiej strony jak pójdzie już całkiem zdrowa to też się rozłoży w kilka dni. Ot dylematy.
Wisi jeszcze nade mną kwestia przygotowania mikołajkowych paczek dla dzieciaków z klasy córki. Chyba trzeba by zmobilizować się i coś podziałać bo z moim nawałem zajęć trudno robić coś na ostatnią chwilę. W dodatku od stycznia szykuje mi się nowa dorywcza praca, tak raz w tygodniu popołudniami i wieczorem. I ręce zacieram bo kasa na gwałt potrzebna (jesteśmy w stanie upłynnić każdą sumę)  a z drugiej strony nie wiem jak dam radę, gdy poświęcę ostatni wolny w tygodniu wieczór. Zostanie tylko weekend. Trochę mnie to przeraża, ale wiem też, że zrezygnować nie mogę.
czwartek, 20 listopada 2014
Dwa dni w domu, wolne. Oddech od pracy. Mmmm, jak miło. Gorzej, że to nie urlop a znów zwolnienie na dziecko. Ale mój kalendarz mówi, że zdrowa była dwa tygodnie i dwa dni. Bosko, nieprawdaż...
Z innych zmartwień to nasz chomik jakiś taki mało aktywny się zrobił, mniej je. I nie wiem czy to zima czy starość. Czy to i to. Ma ok 14 miesięcy, więc jeszcze nie tak dużo. Nie mam doświadczeń z chomikami bo moja mama konsekwentnie na nie się nie zgadzała w moim dzieciństwie:)

Jutro wieczorem mam w planach babską imprezę. Już się doczekać nie mogę, nawet chyba fitness odpuszczę, żeby nie przyjść jako ostatnia:) Jednym słowem zamiast gubić kalorie, dostarczę ich sobie aż nadto w postaci płynnej i stałej. Raz się żyje;) Teściowa prawie mnie tej przyjemności pozbawiła, ku mojemu zaskoczeniu bo jest raczej życzliwa, więc nie wiem o co kaman. Mąż, teść i moja mama mieli być jutro poza zasięgiem, że tak powiem. Bo mieli wspólnie wyjechać. I wiedząc, że jest jedyną osobą, którą mogę poprosić o pomoc, odmówiła. Kurde, ja wiem, że ma takie prawo. Ale sytuacja nieco podbramkowa a ona odmawia bo tak. Bez powodu. Bo nie zajmie się i już. Wiem, że impreza to nie sprawa pierwszej potrzeby, ale nie było mi miło. Szczególnie w kontraście z faktem, że ostatnio zajmowała się cały tydzień dziećmi córki. I to nie był problem. Generalnie moje obowiązki i potrzeby to takie wymysły w oczach teściów.  Raz na ruski rok chodzę gdzieś bez córki. Czasem spotkanie z koleżankami i ten nieszczęsny fitness, który jest już wg nich mega bzdurą. No chyba podpadłam. Na szczęście mąż stanął na wysokosci zadania i postanowił przełożyć wyjazd na sobotę rano:)
środa, 12 listopada 2014
Szczerbata córka wzięła w piątek udział w klasowym konkursie recytatorskim i została wydelegowana (z kolegą) do deklamowania wierszyka o jeżu w konkursie szkolnym. Zachowała to w tajemnicy i dopiero dziś dowiedziałam się od wychowawczyni, że świetnie sobie poradziła na dzisiejszym wystąpieniu na forum szkoły. Matka dumna i blada. I zaskoczona, bo w szkole podobno dziecko jest nieśmiałe.
23:38, sunflower.sunflower , n-ty raz o dziecku
Link Komentarze (2) »
wtorek, 11 listopada 2014
Dziecko w nocy poszło na siku i zgubiło trzeciego już zęba. Dobrze, bo wisiał dosłownie "na słowo honoru". Za to ja musiałam nieprzytomna szukać go po podłodze. A Wróżka Zębuszka by nie mogła? Musi pod poduszką?
22:04, sunflower.sunflower , n-ty raz o dziecku
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 listopada 2014
Zaczął się mocno wyczekiwany długi weekend. Kurs na który miałam pójść został przeniesiony na inny termin a mi mocno ulżyło. Bardzo mi się przyda trochę oddechu:) Co prawda czas nam upłynie raczej imprezowo - piąte urodziny jutro, szóste w poniedziałek. W międzyczasie ja mam babskie spotkanie.Czyli odpoczywamy aktywnie;) Grunt to spać dłużej niż 5:40. Nic więcej mi nie potrzeba. Błagam, choć do 7:30. Na więcej nie liczę, ale choć tyle.
17:29, sunflower.sunflower , codziennik
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 83
Statystyki